Recenzja serialu Euphoria

Cover image

Po rewelacyjnym Chernobyl stacja HBO znowu na topie, serwując widzom Euphoria - świetny dramat, który zagrał na wielu płaszczyznach, stając się z miejsca jednym z większych zaskoczeń tegorocznej, letniej ramówki.

Twórca serii, Sam Levinson, nie ma może w swoim dorobku produkcji wybitnych (The Wizard of Lies, Assassination Nation), ale nie przeszkodziło mu to w wykreowaniu dopracowanej, dojrzałej i smutnej opowieści, którą od pierwszych minut serialu ogląda się z rosnącym zaciekawieniem. I niech Was nie zmylą materiały promocyjne, z teen drama Euphoria ma niewiele wspólnego - to historia pełna osobistych porażek, tragedii i trudnych moralnie wyborów.

Image

Mimo, że teoretycznie główną bohaterką Euphoria jest Rue, to serial ten nie gloryfikuje tej konkretnej postaci (zresztą świetnie wykreowanej przez Zendaya), zamiast tego buduje ciekawe pod względem fabularnym wątki dotyczące wszystkich głównych bohaterów przewiających się przez serial. Spychając często Rue jedynie do roli narratorki, dzięki której poznajemy otaczający ją świat.

O ile taki zabieg może być często niebezpieczny, to w przypadku tego serialu sprawdził się bardzo dobrze - za sprawą świetnie rozpisanych postaci pierwszo i drugoplanowych, z których każda walczy z własnymi demonami i każda bez wyjątku niesie za sobą kawał angażującej historii.

If I could be a different person, I promise you, I would. Not because I want it, but because they do. And therein lies the catch.

-- Rue

Początkowo nakreślony wątek uzależnienia i odwyku Rue schodzi szybko na dalszy plan, koncentrując się na problemach i codziennych rozterkach młodzieży żyjącej w świecie pełnym alkoholu, ostrych narkotyków, imprez i seksu. To miejsce, w którym każda z tych postaci nie tylko walczy o mały kawałek szczęścia, ale i moment, w którym decydują one o własnej przyszłości.

Image

To jest po prostu dobrze zagrane

Scenariusz to z pewnością jedna z najsilniejszych stron Euphoria. Ale sama historia nie czyni serialu automatycznie dobrym - na uwagę z pewnością zasługuje gra aktorska młodego pokolenia - wspomniana już Zendaya zagrała najlepszą w swojej dotychczasowej karierze rolę, dając niesamowity wręcz popis umiejętości aktorskich, co jest sporym zaskoczeniem biorąc pod uwagę fakt, iż jest to gwiazda wykreowana przez Disney'a.

Ale Zendaya miała po części ułatwioną pracę, występując w gronie naprawdę utalentowanych aktorów - Hunter Schafer (Jules), Barbie Ferreira (Kat), Jacob Elordi (Nate), Angus Cloud (Fezco), czy też Alexa Demie (Maddy) nie ustępują poziomem, tworząc tym samym naprawdę różnorodne i barwne postaci.

Image

Wygląda obłędnie...

Nie będzie przesadą, jeśli stwierdzę, że Euphoria cechuje się jednymi z najpiękniejszych kadrów występujących w serialach telewizyjnych - operator niesamowicie wykorzystuje światło otoczenia, ogniskową obiektywu, kąt kamery, czy też jej ruch, by przedstawić widzom niektóre z ujęć. Postprodukcja dokłada swoje, skutkiem czego efekt tego jest momentami oszałamiający.

Euphoria to wizualna uczta zrobiona z ogromnym wyczuciem estetyki - ogląda się to z ogromną przyjemnością.

Image

I świetnie brzmi!

Głównym kompozytorem ścieżki dźwiękowej do Euphoria jest Timothy Lee McKenzie - znany lepiej pod scenicznym pseudonimem Labirynth - ten brytyjski piosenkarz, raper i kompozytor stworzył niezwykle spójną i przejmującą ścieżkę dźwiękową, która idealnie współgra z obrazem oraz samym klimatem serialu. To bardzo mocna strona Euphorii i szereg naprawdę dźwięcznych utworów, które nie tylko zapadają w pamięć, ale też dobrze 'wchodzą' słuchane niezależnie od samego serialu.

Warto!

(...) zanurzyć się w klimat świata wykreowanego przez twórców i przez chwilę żyć problemami kilku młodych, chociaż nie tylko, ludzi. Bo Euphoria jest na swój sposób wyjątkowa. Gorąco polecam.

~ egocentryk

9 / 10